Czy w USA są tłumacze przysięgli tzw. „sworn translators”?

Podróżując po świecie jako tłumacz, a także przy okazji otwierania siedziby MCT w Nowym Jorku (MCT-Translation), kluczowym pytaniem stało się, czy można przenieść ofertę polskiego biura tłumaczeń na teren amerykański, tłumacząc na przykład stronę internetową jeden do jednego i pozycjonwać ją według słów kluczowych takich jak „sworn translators” lub „sworn translation”.
Niestety tłumaczenie strony internetowej, wykonane nawet z największą precyzją, nie przyniesie zamierzonego rezultatu. Okazuje się, że konieczna jest lokalizacja, czyli znalezienie odpowiedników, funkcjonujących w danej branży w danym kraju. Przyjrzyjmy się w związku z tym prestiżowemu i w ostatnich latach niełatwemu do zdobycia polskiemu tytułowi tłumacza przysięgłego, który zwykło się tłumaczyć jako „sworn translator” oraz zestawmy go z realiami funkcjonującymi na terenie Stanów Zjednoczonych.
W USA klienci, urzędy stanowe, czy też osoby z branży tłumaczeniowej nie wiedzą, kto to taki ów „sworn translator” (tłumacz przysięgły). Można pokusić się o rozwinięcie tego tytułu do „translator sworn by the Ministry of Justice” (tłumacz zaprzysiężony przez Ministerstwo Sprawiedliwości), co z pewnością zrobi wrażenie na odbiorcy i jest szanowane przez państwo amerykańskie, ale wciąż nie jest to tytuł, używany w tym kraju. Na terenie Stanów Zjednoczonych istnieje bowiem kilka różnych form, czy też tytułów, jakimi mogą posługiwać się tłumacze i biura tłumaczeń.
Pierwszą z oferowanych form jest tzw. „certified translator” lub „certfied translation” (tłumacz certyfikowany lub tłumaczenie certyfikowane). Oznacza to, że tłumacz lub agencja tłumaczeń poświadczają zgodność tłumaczenia z tekstem źródłowym. W tym przypadku nie jest wymagana ani pieczęć, ani wpis na listę tłumaczy przysięgłych. Wystarczy tylko stwierdzenie „I certify” lub „I confirm” (poświadczam). Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku błędów i niezgodności tłumacz lub biuro tłumaczeń podlegają właściwym stanowym przepisom prawnym i błędy te mogą sporo kosztować. Oczywiście istnieją też różne standardy proponowane na przykład przez ATA (American Translator Association) i choć certyfikacja według tych standardów jest doskonałym narzędziem marketingowym, nie jest ona w żadnym stanie wymagana prawem.
Drugim tytułem, który trochę przypomina tytuł tłumacza przysięgłego, jest „court translator/interpreter” (tłumacz sądowy). W tym wypadku konieczne jest zdanie egzaminu przeprowadzanego na zasadach sądu właściwego dla danego stanu. W jednym stanie egzamin ten jest prosty, w innym trochę trudniejszy. Różnica między polskim „tłumaczem przysięgłym” a amerykańskim „court translator/interpreter” jest taka, że „tłumacze przysięgli” są akceptowani przez wszystkie sądy i urzędy w Polsce, natomiast „court translator/interpreter” ma uprawnienia tylko na jeden stan w USA i tłumaczy tylko dla sądów oraz urzędów komunikacji drogowej w tym jednym stanie.
Trzecim i ostatnim tytułem, o który można ubiegać się, wykonując zawód tłumacza w USA jest „translator/interpreter certified by the US State Department”. Jest to uprawnienie nadawane przez najwyższy urząd w Stanach Zjednoczonych i zezwala na tłumaczenia dyplomatyczne, urzędowe i polityczne, na towarzyszenie Prezydentowi Stanów Zjednoczonych, delegatom i politykom podczas wizyt i debat zagranicznych. Uprawnienie to jest obarczone pewnymi ograniczeniami. Zwykle mianuje się tłumaczy tylko z języka obcego na język ojczysty, czyli tylko jedna para językowa i tylko w jedną stronę. Jeśli ktoś jest „bilingual”, czyli „dwujęzyczny” i włada dwoma językami na poziome „native speaker’a” może zostać mianowany i tłumaczyć w tej parze językowej, czyli w dwie strony z języka źródłowego na język docelowy i odwrotnie.
Niezależnie jednak od tych wszystkich różnic, należy pamiętać, że w każdym kraju i na każdym rynku takie cechy, jak jakość, profesjonalizm i rzetelność połączone z uczciwą konkurencją i rozsądną ceną stanowią ważne elementy w branży tłumaczeniowej i nie tylko.